Geneza mitologii onkologicznej

Wszystko zaczyna się od sprzeciwu wobec przypadkowości natury. Z niego wyrasta pierwsza pretensja pacjenta do losu: „Dlaczego JA?” Kiedy lekarz na podstawie badań informuje pacjenta, że ten ma raka pacjent ma wielkie problemy z przyjęciem tej wiadomości. W pierwszej chwili uruchamiają się mechanizmy obronne. W zależności od psychiki pacjenta są one różne. Może to być wyparcie, zaprzeczenie, nieprzyjęcie do wiadomości. Pacjent po prostu odrzuca diagnozę. Niemożliwe? Ale tak bywa. Bo lekarz jest za młody, bo lekarz jest za stary, bo u nas w rodzinie nikt nie miał raka, bo ciocia, kiedy dostała raka, była dużo starsza – i tak dalej. Wyparcie może prowadzić do całkowitej ucieczki i odrzucenia perspektywy leczenia. Wtedy na ogół sprawa powraca wraz z nasileniem się objawów choroby albo ktoś z otoczenia pacjenta – choćby i sam lekarz – doprowadzi do przekonania go o konieczności uwierzenia w diagnozę. Faktem jest, że obecnie wykrywa się dość często raka na etapie, kiedy jest on bezobjawowy. To znaczy – pacjent nie ma subiektywnego poczucia choroby, nie cierpi, nic mu nie dolega albo też dolega niewiele. Może się zatem pojawić wypieranie mające wszelkie pozory racjonalnego myślenia. Wiadomo oczywiście, że wcześnie wykryty nowotwór to znacznie większa szansa wyleczenia się, ale umysł przerażonego człowieka może tę prawdę starannie traktować jako nie dotyczącą MNIE.

Innym sposobem reagowania na diagnozę jest obudzenie całego szeregu negatywnych emocji: gniewu, poczucia krzywdy, poczucia winy. Te negatywne uczucia mogą być projektowane na lekarza i na inne osoby z otoczenia. Dlaczego to JA choruję, a nie on – przecież jest starszy, przecież ma już za sobą… przecież nie ma rodziny. Ekspresja negatywnych uczuć bywa bardzo silna i zaburza kontakt z otoczeniem, a nawet może się walnie przyczynić do tego, że chory znajdzie się w społecznej pustce, naruszy więzi z kochającymi go osobami. Może się też zdarzyć, że pacjent przyjmie diagnozę, podejmie leczenie, ale będzie to starannie ukrywał przed najbliższymi (którzy mogą przecież zadawać pytania lekarzowi). Prawo polskie jest tu całkowicie jednoznaczne: bez zgody pacjenta lekarzowi nie wolno nikomu, nawet najbliższej rodzinie udzielać informacji na temat jego stanu. Nie znaczy to jednak, że lekarz nie powinien z pacjentem rozmawiać na ten temat. Nie chodzi, rzecz jasna, o wywieranie nacisku, ale o uświadomienie pacjentowi, jak bardzo emocjonalne wsparcie jest potrzebne człowiekowi leczącemu się z raka.

Dodaj Komentarz