Głos w dyskusji na temat roli słowa w praktyce lekarskiej cz. II

Zaniedbanie słownego kontaktu pomiędzy chorym a lekarzem było nie tylko wynikiem zmian politycznych, ale przede wszystkim wynikiem nowej filozofii leczenia. Jej podstawową cechą była zamiana chorego pacjenta na matematyczny model jego choroby.

Liczbowa prezentacja choroby ułatwiała z jednej strony jej monitorowanie i przewidywanie jej przebiegu, z drugiej strony stanowiła odejście od klasycznej personalistycznej3 definicji człowieka, wypracowanej przez filozofię starożytną, a w średniowieczu streszczaną w zdaniu: persona significat it quod est perfectissimum in tota4.

Każdy lekarz z wieloletnią praktyką miał okazję sprawdzić siłę własnego słowa w osobistym kontakcie z chorym. Czasem działanie słowa jest tak spektakularne, że graniczy prawie z cudem, o którym ze zdziwieniem ostatni dowiaduje się lekarz. Po kilku takich doświadczeniach lekarz zaczyna zastanawiać się, co było przyczyną zadziałania jego słowa w określonej sytuacji. Badania naukowe, przeprowadzone zgodnie z rygorem biostatystycznym wykazały, że najważniejszą rzeczą w rozmowie z chorym nie jest ani styl wypowiedzi, ani gramatyka, ani to wszystko, co można w jakiś sposób przedstawić za pomocą modelu statystycznego. Tajemnica tkwi głębiej, a mianowicie w „jakości” tego, co mówimy do chorego. Ogromną rolę odgrywają głębokie intencje leczącego. Jeżeli celem jest dobro drugiego człowieka, efekt jest mierzalny. Sprowadza to do zupełnie innego poziomu stosunki międzyludzkie. Jeżeli we wzajemnych kontaktach już intencje odgrywają tak ważną rolę, zanim jeszcze staną się sł wem (działaniem), to znaczy, że nasza odpowiedzialność za drugiego człowieka i tym samym za nas samych jest zakorzeniona w znacznie głębszych obszarach ludzkiej psychiki, niż do tej pory uważano.

Dodaj Komentarz