Postawa wobec stwardnienia rozsianego

Postawa to względnie trwała ocena ludzi, zdarzeń, idei i również nas samych. Może być albo pozytywna albo negatywna. Człowiek nie jest neutralnym obserwatorem, stale ocenia to, z czym się styka. W każdej postawie wyróżnia się następujące elementy:

– emocjonalny, czyli nasze reakcje na to, co widzimy i słyszymy:

– poznawczy, czyli nasze myśli i przekonania o tym, co widzimy i słyszymy:

– behawioralny, czyli nasze działania, które dają się zaobserwować wobec tego, co widzimy i słyszymy.

Kiedy pacjent usłyszy diagnozę: „masz stwardnienie rozsiane” – pojawiają się emocje i uczucia najczęściej złości, obawy, lęku. Następnie pojawiają się przekonania o dramacie, o fatum ciążącym na chorym, ograniczeniach w codziennym życiu. Na koniec pojawia się widmo wózka inwalidzkiego, kalectwa i śmierci. Rodzą się pytania: dlaczego właśnie ja?, za co ta kara? Może występować reakcja uciekania, ignorowania, agresji czy podważania postawionej diagnozy. Często pacjenci z SM poszukują potwierdzenia diagnozy u wielu lekarzy, cudownych środków i sposobów na cofnięcie się choroby, co stanowi też element behawioralny naszych postaw.

Większość takich postaw opiera się na elemencie poznawczym i emocjonalnym. W stwardnieniu rozsianym występuje często paradoksalne zjawisko polegające na negowaniu faktu istnienia choroby, przy jednoczesnym poszukiwaniu informacji o nowych metodach leczenia, stosowaniu „cudownych” kuracji. W konsekwencji powoduje to, że proces leczenia u specjalisty neurologa odracza się w czasie, a w oczekiwaniach chorego nie bierze się pod uwagę możliwości współczesnej medycyny. Nie ma obowiązku leczenia się, każdy ma prawo wyboru, jednakże jeżeli choroba osiągnie zaawansowane stadium, trudno jest oczekiwać od lekarza „cudu”. Dlatego raczej trzeba poszukać lekarza, który by odpowiadał choremu, nie tylko z powodu swojej wiedzy i doświadczenia, ale i takiego, którego darzy on zaufaniem. Wspólnie z takim lekarzem łatwiej opóźniać chorobę i łagodzić jej skutki. Bardzo ważne jest też, by mieć swojego zaufanego i znającego całą historię choroby lekarza, który oprócz leków i zabiegów medycznych powie coś ciepłego, miłego, coś, co podtrzyma pacjenta na duchu, doda otuchy i pozwoli mieć nadzieję. Ciągłe zmienianie lekarza, nadaktywność w poszukiwaniach informacji i sposobów leczenia to nic innego, jak ucieczka od problemu, jakim jest choroba.

Dodaj Komentarz