Rak w prasie

Nie mogę pominąć relacji językowej chory – prasa. Odkąd po ukazaniu się mojej książki o chorowaniu na raka („Jak uszczypnie, będzie znak”’) zdecydowałam się udzielać wywiadów, zaczęłam też zwracać baczniejszą uwagę na to, co prasa pisze o raku. I skoro mówimy tu tyle o „mitologii” raka we współczesnym języku, nie sposób nie omówić języka, jakim posługują się media, pisząc i mówiąc o nowotworach.

Przede wszystkim najlepiej, żeby raka miał ktoś znany. Można wtedy zrobić listę zatytułowaną „Oni wygrali walkę z chorobą” i zamieścić zdjęcia. Ten zabieg ma jak zwykle dwie strony. Z jednej – łatwiej chorować, gdy się wie, że ci z górnej półki też zapadają na raka: z drugiej – pojawia się niepokój: oni mają lepiej, ich leczy się inaczej. Jeżeli chora jest Kowalska, też dobrze, żeby nie była całkiem typowa. Niedawno jednemu tytułowi poleciłam bratanicę mojej koleżanki. Świetnie się nadawała – ma 24 lata, jest po mastektomii i właśnie urodziła dziecko. Występowanie we wszystkich tytułach w roli tej, która „wygrała z rakiem” doprowadziło Irenę Santor do stwierdzenia w ostatnim numerze „Wysokich Obcasów”: „Ostatni raz udzielam wywiadu na temat mojego raka, bo ten rozdział chcę uważać za zamknięty”.

Przeglądając artykuły na temat raka, znajdujemy tytuły: Mój przyjaciel rak, Kobiecość nie do wycięcia, Rak nie wyrok, Działać i już, Wygrałem! Ty też pokonasz chorobę. Tytuły są aktywne, krzepiące i optymistyczne. Tylko co będzie, jeżeli ja tej choroby nie pokonam? Dlaczego Durczok wygrał, a Pawłowski przegrał? Dlaczego Danka Wawiłow dostała więcej ziarenek do dźwigania – i nie udźwignęła? Czy jeżeli mam wznowę lub przerzuty, to znaczy, że źle walczyłem? Rak może nie jest już tematem tabu, ale umieranie na raka ciągle tak. Zresztą, kto by chciał czytać o „przegranych”!

Z ulgą jednak stwierdzam, że sensacje bulwarowe typu – szczepionka na raka, cudowny lek glivec, wcześnie wykryty rak jest w 100 procentach uleczalny zdarzają się coraz rzadziej, a teksty są wyważone i padają w nich bardzo ważne stwierdzenia. Że ci znani i łubiani z listy rankingowej chorych na raka wierzą bezgranicznie lekarzom, odrzucając bioenergoterapię i wiarę w ziółka, że rak nie boi się noża i że po prostu trzeba się badać. Wiem, że lęk i strach świetnie się sprzedają, ale musimy zrobić wszystko, żeby dobrze sprzedawała się wiara i nadzieja.

Dodaj Komentarz