RANGA LEKARZA W SPOŁECZEŃSTWIE CZ. II

Jestem przekonana, że nie lekarze wiodą prym w tej spekulacji, choć jedynie dobry i wykształcony fachowo lekarz może dostarczyć tego koniecznego do życia „produktu”. Celowo używam tak niepasującego do naszego zawodu porównania – gdyż utarta powszechnie opinia, że jesteśmy zawodem „usługowym” nie produkującym dóbr doczesnych – i pod tym względem jest krzywdząca i nie zgodna z ekonomią.

Jak doszło do tego, że inwestycje na zdrowie, na odbudowę szpitali i budowę nowych były kierowane na ośrodki przemysłowe, które dziś często nie są rentowne, natomiast niszczą środowisko? Dlaczego w kraju o ustroju dążącym do sprawiedliwości społecznej lecznictwo i oświata stoją na najniższym szczeblu drabiny siatki płac i inwestycji? Osobiście protestowałam przeciw temu od 1945 roku – od powrotu z obozu koncentracyjnego. Grupa lekarzy demokratów i lewicowców próbowała wówczas realizować przedyskutowany jeszcze w czasie okupacji plan uspołecznionej służby zdrowia – który uzgadnialiśmy z prof. Marcinem Kacprzakiem. Niestety byliśmy całkowicie odsunięci od udziału w organizacji lecznictwa.

Rozwiązano Izby Lekarskie z konfiskatą ich mienia oraz Ubezpieczal- nię Społeczną z całym jej dorobkiem – kadrą uspołecznionych lekarzy i bazą lecznictwa. Zahamowano całkowicie rozwój spółdzielni lekarskich – które były zalążkiem lecznictwa na wsi – a tak pięknie zaczynała już przed II wojną światową się rozwijać inicjatywa Dr. Władysława Ciekota we wsi Markowa (koło Łańcuta). Wznowiona myśl tego typu lecznictwa była potępiona w 1948 r., potem dopiero niedawno wznowiona w zdegenerowanej formie.

Dodaj Komentarz